minusek pisze: ↑śr sty 28, 2026 7:10 pm
To niesamowite jak niechęć do chłopaka może zaślepić i dać odczucie widzenia więcej, wiedzenia lepiej.
Argumentów można próbować dopasować milion, ale co z tego, skoro teza jest zjebana
Ależ oczywiście, że widzę więcej. Można powiedzieć, iż przez lata walczyłem na tych forach o nieocenianie użyteczności piłkarzy na podstawie statystyk, ale widzę, że pewne grono użytkowników nadal niczego się nie nauczyło.
Pytam się was - jakie założenia miał Xabi Alonso? Co chciał grać? O czym mówił na pierwszych konferencjach? Aby nie czekać na odpowiedź - ułatwię wam zadanie i przywołam kilka cytatów:
"W dzisiejszym futbolu wysoki pressing jest koniecznością – to część aktywnego, ambitnego stylu gry, którego szukamy."
"Zawodnicy doskonale rozumieją nasze wymagania w środku pola i wiedzą, jak poprawić pressing oraz organizację zespołu.
Bez odpowiedniego ustawienia i zaangażowania nie jest możliwe osiągnięcie pożądanego efektu."
"Ja jasno wiem, że potrzebujemy tego, byśmy bronili wszyscy.
Jedenastka piłkarzy na boisku musi być zaangażowana w defensywny moment zespołu. Muszą się łączyć i muszą wiedzieć jak chcemy pressować.
Bez tego będzie bardzo trudno. Dlatego
wszyscy się angażujemy: Vini, Jude, Fede,
Kylian, atakujący, obrońcy muszą naciskać... Im bliżej siebie będziemy grać, tym bliższe będą dystanse między nami. Jedną z pierwszych rzeczy, o których mówiłem na konferencjach prasowych, było to, że musimy poprawić dystanse między nami w ataku i w obronie. Nad tym pracujemy. Vini także."
Więc pytam dalej - w jaki sposób mieliśmy to zrealizować, gdy - rzekomo - nasz najlepszy piłkarz, lider projektu, jest jednocześnie najgorzej pressującym napastnikiem w Europie? Pressuje gorzej niż 37-letni Lewandowski. Na poziomie schyłkowego Cristiano z Manchesteru United. To nie jest coś, na co można przymknąć oko. To po prostu obnaża chęci i zaangażowanie Kyliana Mbappe.
https://x.com/Zx12Jr/status/2013025835679195522
A potem wychodzi do dziennikarzy w strefie mieszanej po meczu z Benficą i coś pierdoli o "chęciach większych od przeciwnika". Groteskowe.
W następstwie - Vinicius, który chce być w hierarchii na poziomie Francuza, widzi jak kreowany przez Florentino lider jest zaangażowany w instrukcje od trenera. "Skoro on nie musi biegać, to dlaczego zapierdalać mam ja?". Ostatecznie kończyło się to tym, że zamiast bronić w jedenastu - broniliśmy w dziewięciu. A i tak Vini w statystykach pressingowych wygląda lepiej niż Mbappe.
Jedynym waszym (kylianoseksualnych) argumentem są bramki, bramki, bramki. Strzela bramki, więc wszystko inne nie ma żadnego znaczenia. To właśnie tacy jak wy przez lata pisaliście o Benzemie, który "nIe, NiE gRaŁ tAk ZaWsZe".
Czytam jakieś porównania do Cristiano, bo Cristiano nie pressował, a Real wygrywał, więc należy zwolnić Mbappe z tego obowiązku i stworzyć wokół niego drużynę. No i tutaj pojawiają się kolejne problemy:
1. Futbol zmienia się cały czas. To, co miało miejsce dekadę temu - dziś jest już prehistorią. Analiza taktyczna i przygotowanie fizyczne idą cały czas do przodu, dzisiaj nie ma już drużyn niezorganizowanych (no, może poza Realem Madryt), co widać m.in. po wynikach w La Lidze. Nie, czasy rozbijania Rayo 10-2 czy Levante 8-0 prędko nie wrócą. W dzisiejszym futbolu nie musisz mieć dominującego strzelca, który zagwarantuje ci 50+ bramek w sezonie, aby wygrywać. Potrzebujesz za to drużyny, która broni w jedenastu.
Wystarczy spojrzeć na najlepsze drużyny z ostatnich dwóch sezonów: Real Madryt i Paris Saint-Germain.
Sezon 23/24 - Real Madryt, najlepsi strzelcy (Liga + Liga MIstrzów):
1. Bellingham 23
2. Vinicius 21
3. Joselu 15
Sezon 24/25 - Paris Saint-Germain:
1. Dembele 29
2. Barcola 17
3. Ramos 13
2. Kylian Mbappe tworzył już projekt tytułowany jego nazwiskiem. W Paryżu dostał wszystko, czego pragnął, a ostatecznie - nie wygrał tego, co najważniejsze. Sorry, Ligę i Puchar Francji PSG wygrywało przed Kylianem, jak również - wygrywa po Kylianie.
Dostał zróżnicowanych trenerów z najwyższej półki, gdzie każdy miał co innego do zaoferowania - od taktyków, takich jak Tuchel czy Emery, przez Pochettino, stawiającego na futbol proaktywny i Galtiera, który woli grać w kontrze, aż do Luisa Enrique.
Zapewniono mu odpowiednie wsparcie - grał wokół niego Neymar, Messi, sprowadzono Ramosa, który miał wprowadzić element zwycięskiej mentalności w szatni. I to nie pomogło. Ostatecznie, gdy Mbappe przestał być w centrum uwagi, a światła reflektorów musiały odbijać się w kierunku Brazylijczyka i Argentyńczyka - ten poniekąd wypchnął ich z klubu.
Paryż zmienił swoją filozofię, odszedł od ery "blink-blink", sprowadził młodych, głodnych graczy - z trenerem wymagającym podporządkowania się. Efekt? Półfinał Ligi Mistrzów i odpadnięcie z Borussią, będąc klarownym faworytem dwumeczu. Mieli wszystko w swoich rękach (przesłabą drabinkę), aby zagrać na Wembley i kto wie, być może sięgnąć nawet po Puchar - patrząc na naszą postawę.
I tutaj pojawia się kolejne pytanie - skoro przez 7 lat w Paryżu nie zdołano zbudować zwycięskiego projektu wokół Kyliana - to czy jest sens próbować tego w Madrycie?
Szukałem porównania Mbappe do jakiegoś gracza z NBA i... sam nie wiem. Kevin Durant? Może. Indywidualnie wybitny zawodnik, ale nie lider. Z drugiej strony - wpasowany w odpowiednie środowisko i zbudowany ekosystem - sięgnął po tytuł, coś, co nie udało się Francuzowi po przejściu do Realu Madryt.
Osobną kwestią pozostaje sama forma Mbappe, gdzie w ostatnich tygodniach ratują go... no właśnie, bramki, często - z rzutów karnych. Dzisiaj znów zagrał chujowy mecz, po prostu. Nie wiem czy jest jeszcze jakikolwiek obrońca na świecie, który nie wie, że po otrzymaniu piłki i przyjęciu kierunkowym w prawo będzie szukał strzału. Niecelne podania, wychodzenie po piłkę i próba bycia Benzemą, pomimo, iż nigdy nim nie będzie, wątpliwa w takich sytuacjach umiejętność tworzenia linii podania, brak ataku piątki jako podstawowa dziewiątka Realu Madryt i tworzenie partnerom jedynego rozwiązania - wycofania za linię jedenastego metra, co było nagminne i zatrważające zwłaszcza w zeszłym sezonie.
Jest jeszcze jeden kamyczek do ogródka - fakt, że gonił jakiś śmieszny rekord w meczach z Celtą, Talaverą i Sevillą, co ostatecznie przełożyło się na opuszczenie Superpucharu, jest zwyczajnie komiczne i niejako pokazuje jego priorytety.
Koniec końców - Kylian Mbappe nie jest bezpośrednim powodem aktualnego poziomu gry Realu Madryt. Ale nie jest też żadnym rozwiązaniem.
Czasami lepsze jest wrogiem dobrego.